Potrząśnij swoim chrześcijaństwem

Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

David Carl

Z upływem lat dostrzegam w sobie coraz większą potrzebę stabilizacji. Zapewne jest to tendencja naturalna i zrozumiała. Będę jednak z wami szczery. Odkrywam, jak niewiele trzeba, by skłonność ta stała się ofiarą pewnego niepokojącego mechanizmu. Mechanizmu, w wyniku którego stabilizacja degeneruje się w skostniałość, rutynę i ciasnotę umysłu.

Obserwuję u siebie na przykład wzrastającą potrzebę ograniczenia ilości spraw, w które jestem zaangażowany i skupienia się na tym, co dla mnie istotne. No dobrze, to akurat niekoniecznie musi być negatywny symptom. W tym samym czasie jednak zauważam, że coraz łatwiej wyprowadza mnie z równowagi, gdy ktoś lub coś zakłóca mój "optymalny" rytm życia, "świętą" prywatność, "ważne" plany. A to już raczej mniejszy powód do dumy. Na domiar złego, zaczynam przyłapywać się na tym, że do różnych czynności podchodzę bardzo rutynowo i "tradycjonalistycznie". Sprawy wiary nie są tu wyjątkiem.

Paradoksalnie, w ostatnim czasie coraz mocniej przekonuję się, że bycie naśladowcą Chrystusa bardziej można przyrównać do długiej podróży pełnej niespodziewanych zdarzeń niż do niezobowiązującego pobytu w sanatorium. Chrześcijanin to ktoś, kto jest nieustannie otwarty na zmiany - jeśli tylko będzie go do tego inspirował Duch Święty. W Biblii nie znajdziemy pojęcia duchowa emerytura. Podążając za Jezusem, do końca naszego życia będziemy odkrywcami i pielgrzymami.

ruina kościołaZ jednej strony więc, z coraz większym oporem przyjmuję wszelkie zakłócenia mojego ustabilizowanego trybu życia, a z drugiej strony staję przed wyzwaniem, jakim jest dla mnie przykład życia Jezusa i pierwszych chrześcijan. Wygodnie mi z tym, jak sobie wszystko poukładałem, ale boję się, że daję się złapać w pułapkę mentalności chrześcijańskiego getta, uwielbienia dla własnej tradycji kościelnej, pustego formalizmu i rutyny.

Nie chcę być takim skostniałym, zapatrzonym w swoje poletko chrześcijaninem! Jezus taki nie był - i to chyba szczególnie drażniło przywódców religijnych tamtych czasów. Pragnę wgłębiać się w Pismo Święte i eliminować ze swojego życia wszystko, co powstrzymuje mnie przed podążaniem za moim Mistrzem. Mówiąc bez ogródek, od czasu do czasu potrzebuję potrząsnąć trochę swoim chrześcijaństwem!

Jak to robię? Podzielę się dwoma pomysłami:

Wizyta na spotkaniu wspólnoty nie należącej do mojej denominacji kościelnej.

Są kościoły, w których wielbi się Boga w bardziej tradycyjny, podniosły sposób niż w naszej wspólnocie, jest także wiele miejsc, gdzie przebieg spotkań jest o wiele bardziej nieformalny i żywiołowy niż u nas. Takie jednorazowe oderwanie się od formuły, którą propaguje mój kościół i dołączenie do chrześcijan wielbiących Boga w inny sposób, niż jestem do tego przyzwyczajony, pomaga mi potrząsnąć moim chrześcijaństwem. Nie zmienia to faktu, że najczęściej nie są to kościoły, których chciałbym stać się stałym członkiem. Odświeżające jest jednak odkrywać, że w tych różnych miejscach mogę spotkać wielu prawdziwych chrześcijan, którzy z całych sił kochają Boga. I razem z nimi wielbić naszego Stwórcę.

Dzień spędzony w ciszy i samotności.

Zaznaczam, że w żadnym wypadku nie jestem osobą o "kontemplacyjnych" skłonnościach. A mimo to, gdzieś w środku wiem, że taki dzień sam na sam z Bogiem może być zarodkiem pozytywnych zmian w moim zastygłym chrześcijaństwie. Tak wielu rzeczy jeszcze nie pojmuję, chcę więc spędzać czas u stóp Jezusa i uczyć się od Niego nowych lekcji wiary. On sam zresztą miał w zwyczaju opuszczać tłumy i szukać miejsca odosobnienia - by spędzać długie godziny ze swoim Ojcem. Myślę, że warto Go w tym naśladować.

To tylko dwa przykłady takich potrząsających aktywności, na mojej liście mam jeszcze kilka innych pomysłów. Zachęcam cię do przemyślenia, co może dla ciebie być takim antidotum na intelektualne i duchowe skostnienie. Otwórz szeroko okna duszy i przewietrz porządnie serce. Potrząśnij swoim chrześcijaństwem. Wyrywaj chwasty legalizmu, kontroli, samozadowolenia. Nie powiększaj listy współczesnych faryzeuszów!

FacebookFacebookGoogleShareGoogleShareTwitterTwitter

Wyróżniony artykuł

  • Dziedzictwo, któremu możesz zaufać

    Michael J. Svigel

    Pod koniec swojego życia i posługi, w obliczu rychłej męczeńskiej śmierci, Apostoł Paweł napisał list do swojego najbliższego współpracownika - młodego człowieka imieniem Tymoteusz. W liście tym Paweł wzywa Tymoteusza, by trwał w tym, czego się nauczył, chronił wierzących w swej wspólnocie przed zagrożeniami, odpierał pokusy i stawiał odważnie czoła przeciwnościom.

    Przekazuje też następujące polecenie:

    Czytaj dalej...

Chuck Swindoll

chuck 1 300Biblista i nauczyciel Słowa Bożego, radiowy kaznodzieja Insight for Living, Chuck Swindoll, poświęcił swoje życie nauczaniu Bożego Słowa. Robi to w prosty i przejrzysty dla słuchacza sposób, podając praktyczne dla współczesnego odbiorcy lekcje Bożej łaski.

Jest pastorem z powołania i pasji. Służył w kilku stanach w USA: w Massachusetts, Kalifornii, a obecnie w Teksasie. Jest proboszczem w Stonebriar Community Church we Frisco, koło Dallas. Słuchany jest jednak daleko poza granicami swojej miejscowości.

Tylko w USA jego wykłady nadaje ponad 1500 radiostacji. Ponadto regularnie emitowane są audycje z rozważaniami pastora Swindolla w Kanadzie, Australii i Wielkiej Brytanii, a także w języku hiszpańskim i portugalskim (w Ameryce Płd.), arabskim (w Afryce Płn. i na Bliskim Wschodzie), chińskim (mandaryńskim), indonezyjskim, rosyjskim, rumuńskim, a od 2011 roku także po polsku.

Chuck Swindoll jest również autorem ponad 90 książek. Był rektorem Seminarium Teologicznego w Dallas, uznanej na całym świecie uczelni teologicznej. Obecnie jest jej kanclerzem.

Chuck w liczbach

IFL POLSKA App

Wypróbuj naszą aplikację mobilną:

promoslide